GrupaKajaki.pl – Wacław Korabiewicz – z wody powstał, do wody powrócił
 
Strona główna | Mapa strony | Profil (już wkrótce)
grupakajaki.pl
 
Nie masz konta? Zarejestruj się
 
Newsletter:
 
 
19-maj-2011
 
Wacław Korabiewicz – z wody powstał, do wody powrócił


Są ludzie, których legendę zrodziła włóczęga pełna ciekawości świata. Są ludzie, którzy umiłowali sobie kajak i z wiosłem w ręku przemierzyli liczne szlaki w różnych zakątkach globu. Są ludzie, którzy nawet po śmierci nie rozstali się z wodą. Jednym z nich był Wacław Korabiewicz, ps. „Kilometr”.

Z Petersburga do Wilna

Historia tego niezwykłego człowieka ma swój początek w Petersburgu, gdzie 5 maja 1903 roku matka Stefania wydała go na świat. Choć początkowo był związany z tym pięknym rosyjskim miastem, wkrótce wylądował w Wilnie, w którym podjął się studiów medycznych oraz etnograficznych na Uniwersytecie Stefana Batorego. Wówczas też rozpoczęła się jego przygoda z poznawaniem świata. Na uczelni Korabiewicz poznał niejakiego Teodora Nagurskiego, studenta prawa i członka harcerskiego Klubu Włóczęgów. Obaj zainicjowali Akademicki Klub Włóczęgów Wileńskich – organizację, która inspirowała „Kilometra” do kolejnych podróży.

Włóczęga myśli i ciała

AKWW już w samym swym zamyśle miał rugować nudę, apatię i pasywność, poprzez promowanie włóczęgostwa, czyli fizycznej wędrówki zarówno przez ziemie bliskie, jak i dalekie. Zresztą nie tylko tym zajmowali się członkowie AKWW, ale i dyskusjami na tematy gospodarcze, polityczne, społeczne, sportowe oraz turystyczne. Sam Korabiewicz miał swój udział nie tylko w narodzinach owej organizacji, ale i jej funkcjonowaniu, gdyż na jego wniosek przeprowadzono w 1926 roku pierwsze „oczepiny”, które to miały na celu przyciągnięcie nowych chętnych do klubu. Zaangażowanie „Kilometra” w działalność AKWW było tak duże, że nie zapominał o nim nigdy, nawet na wiele lat po jego likwidacji, kiedy to w 1991 roku przekazał symbol AKWW, tzw. „lagę”, studentom reaktywującym tradycję międzywojennej tradycji wędrowniczej.

Pierwszy kajakarz II RP

Nie tylko w włóczęgostwo miał wkład Wacław Korabiewicz, a bynajmniej nie tylko włóczęgostwo piesze. Mianowicie umiłował on sobie i kajak, z którym to w roku 1930 odbył długą, lecz fascynującą podróż do Grecji i Turcji, dopływając do Morza Marmara i tam wędrując wodnymi szlakami wzdłuż wybrzeży tego egzotycznego kraju. W wyprawie brały udział trzy ponad pięciometrowe  kajaki o sympatycznych nazwach: Don Kichot, Rosynant i Sancho Pansa. Niestety na długiej trasie prowadzącej przez Orawę, Wag i Dunaj, wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego, do Stambułu dotarł tylko jeden kajak. Dwa nie zdołały wypłynąć poza Rumunię. Wkrótce też ze Stambułu Korabiewicz popłynął do greckiego Pireusu, choć wyprawa ta skończyła się pechową przewrotką na pełnym morzu. Szczęśliwie jednak nieopodal przepływał kuter, którego załoga wyratowała Polaka z opresji.

„Kilometr” wyczyn ten powtórzył w roku 1934, kiedy to w podobną podróż zabrał ze sobą żonę Janinę. Celem ich wodnej wędrówki stały się Indie, lecz nim tam dotarli, musieli przebyć niewyobrażalnie długą trasę, prowadzącą od Śniatynia (dziś na Ukrainie), wzdłuż Prutu, poprzez Dunaj, aż do brzegów Morza Czarnego, skąd trafili do Stambułu. Dalej ich trasa wiodła przez egzotyczne kraje i krainy, ciągnąc małżeństwo podróżników przez Syrię, przez legendarny Tygrys i Eufrat, aż do Basry (współcześnie w Iraku). Następnie trafili statkiem do Karaczi (dziś w Pakistanie), skąd udali się kajakiem ku delcie Indusu. Tam już Indie stały przed nimi otworem z rzeką Jamuną i Gangesem na czele. Zresztą, co ciekawe, kraju tego dotyczą ciekawe wywody i opowieści snute przez Korabiewicza, w tym opowieść o Jezusie, który to sporą część swojego życia miał spędzić właśnie tutaj, czerpiąc stąd nauki i kształtując swoją filozofię, którą później przejęło chrześcijaństwo.

Wbrew wojnie

Wojna, która wybuchła najpierw w Europie w 1939 roku, a później rozprzestrzeniła się na cały świat, pokrzyżowała wiele z planów Korabiewicza, ale zarazem nie stanęła mu na przeszkodzie w dalszym włóczęgostwie. Choć angażował się on wówczas w pomoc polskim jeńcom wojennym, nie zabrakło go w wyprawie ku sercu brazylijskiej dżungli w 1942 roku. Rok później wylądował w Lusace, w Afryce, gdzie pełnił rolę Delegata Rządu RP w Londynie. Przebywał tam aż do 1954 roku, a owe 12 lat były dla niego niezwykle owocne – Wacław zbierał materiały i eksponaty dotyczące regionalnej kultury i folkloru.

Spuścizna włóczęgi

Wacław Korabiewicz zmarł 15 lutego 1994 roku w wolnej, niekomunistycznej Warszawie. Pozostawił po sobie dorobek nie tylko pod postacią licznie zebranych artefaktów afrykańskiej kultury, ale i pod postacią książek będących wspomnieniami z jego licznych podróży po świecie. „Kajakiem do Indii”, „Żaglem do jogów”, „Kajakiem do minaretów”, „Mato Grosso. Z notatek wypychacza ptaków”, „Kwaheri”, „Safari Mingi. Wędrówki po Afryce”, czy „Do Timbuktu” to tylko część z nich. Ale jakże fascynująca część!

Urnę z jego prochami zatopiono w Morzu Bałtyckim.

 

Tomasz Merwiński

 


Zapoznaj się z szerszą biografią Wacława Korabiewicza, autorstwa Romana Klima.

Zapiski publikujemy dzięki uprzejmości Adama Nowickiego.



 
Zobacz także
 
Zaloguj się, aby dodać komentarz.


 


 

Partner strategiczny

Partner merytoryczny