| Nie masz konta? Zarejestruj się |
Przez niemal ćwierć wieku startów polskich kajakarzy w Letnich Igrzyskach Olimpijskich, od roku 1936 począwszy, na roku 1956 skończywszy, nie udało się im zdobyć w tej dyscyplinie ani jednego medalu.
Były wysokie miejsca Stefana Kapłaniaka oraz Danieli Walkowiak. Ale tak to już bywa z Olimpiadami, że pamięta się tylko tych, którzy stanęli na podium. Reszta się nie liczy, choćby przegrała jedynie ułamkami sekund czy sędziowskich punktów.
» Czytaj także: Nasi na Olimpiadzie cz.1: Trudne początki
Pierwsze "pudła"
Letnie Igrzyska Olimpijskie w Melbourne w 1956 roku ujawniły przed publicznością nowy kajakarski talent – wspomniany już Stefan „Cenek” Kapłaniak, wówczas 23-latek, zajął wysokie 4 miejsce, by cztery lata później wskoczyć na podium. Ten wręcz legendarny dziś zawodnik był człowiekiem niezwykłym, wszak nie bał się on żadnych wyzwań, od przepłynięcia ciężkich 120 km pod prąd z Nowego Sącza do Nowego
Targu, aż po szaleństwa takie jak „skok przez Niagarę”.
|
|
Ale wróćmy do Rzymu i 29 sierpnia 1960 roku, kiedy to po raz pierwszy Kapłaniak zabłysnął na medal. Na jeziorze Albano (nad jego brzegami unoszą się mury słynnej papieskiej rezydencji – Castel Gandolfo) ścigał się on w kajakarskich „dwójkach” (w parze z Władysławem Zielińskim) na dystansie 1000 metrów. Wyprzedzając m.in. reprezentację ZSRR, Danii i Czechosłowacji (w sumie udział w zawodach tych brały 23 osady) nie zdołali jedynie przegonić złotych Szwedów i srebrnych Węgrów. Ale brąz z pewnością cieszył, jako pierwsza medalowa zdobycz olimpijska polskiego kajakarstwa.
Tego samego dnia, w tym samym miejscu, swój pierwszy sukces odniosła również Daniela Walkowiak, która w kobiecym wyścigu na dystansie 500 metrów nie zdołała wygrać jedynie ze swoimi starszymi koleżankami z ZSRR (Antonina Seredina) i Niemiec (Therese Zenz), ale wyprzedzając wszystkie pozostałe, zdobyła brąz. Cztery lata wcześniej w tej samej konkurencji była na pechowej 4 pozycji.
To był piękny dzień dla polskiego kajakarstwa. Dwukrotnie nasza osada sięgała po brąz i również dwukrotnie plasowała się tuż za podium – raz w męskiej sztafecie 4x500 metrów zajmując 4 miejsce (Stefan Kapłaniak, Władysław Zieliński, Ryszard Skwarski, Ryszard Marchlik), plasując się za Niemcami, Węgrami, Danią, lecz przed ZSRR, a drugi raz w „dwójce” kobiet na 500 metrów, gdzie Daniela Walkowiak w parze z Janiną Mendalską zajęły również 4 miejsce, ulegając jedynie reprezentantkom ZSRR, Niemiec i Węgier, a wyprzedzając siedem innych osad.
Nie wyszło jedynie Ryszardowi Skwarskiemu, który w wyścigu na dystansie 1000 metrów nie zdołał zakwalifikować się do finałowej dziewiątki. Ale i tak mieliśmy z czego się cieszyć. Wreszcie przyszły medale i to od razu dwa.
Generalnie należy zauważyć, że Letnie Igrzyska Olimpijskie w Rzymie w 1960 roku były dla Polski nadzwyczaj udane, gdyż reprezentanci biało-czerwonych czterokrotnie dawali swoim rodakom okazję do odsłuchania Mazurka Dąbrowskiego, sześciokrotnie plasowali się na drugiej pozycji, a aż jedenaście razy na ich szyjach zawisał brąz. W klasyfikacji generalnej nasz kraj był 9, za ZSRR, USA, Włochami, Niemcami, Australią, Turcją i Japonią.
Koniec dobrej passy
Niestety niezły start polskich kajakarzy w Rzymie musiał zaspokoić medalowe żądze kibiców z PRL-u na dobrych kilkanaście lat. Kolejne Letnie Igrzyska Olimpijskie – w 1964 roku w Tokio i w 1968 roku w Mexico City, były pod tym względem zupełnie nieudane. W Tokio do finałowych wyścigów nie udało się dostać ani Władysławowi Szuszkiewiczowi w walce na dystansie 1000 metrów, ani „dwójce”: Władysławowi Zielińskiemu i Stefanowi Kapłaniakowi również na 1000 metrów, ani też kajakarskiej „czwórce” (Stanisław Jankowiak, Ryszard Marchlik, Rafał Piszcz, Robert Ruszkowski).
Jedynie paniom udało się uplasować na nieco bardziej konkretnych pozycjach – Daniela Walkowiak na 500 metrów w pojedynkę zajęła 7 miejsce oraz w parze z Izabellą Antonowicz-Szuszkiewicz również na 500 metrów – 8 miejsce (na 10 startujących osad). Lecz takim wynikom było daleko do naszych oczekiwań i nadziei.
Niewiele lepiej było w Mexico City, gdzie Władysław Szuszkiewicz zajął wysoką czwartą lokatę w wyścigu na dystansie 1000 metrów (przegrywając z młodszymi od siebie reprezentantami Węgier, ZSRR i Danii). Brązowy medal był w zasięgu jego rąk -wytrącił mu go swym niespodziewanym atakiem Mihály Hesz, który w ostatniej chwili wychodząc na pierwszą pozycję zepchnął Polaka na czwartą lokatę, odbierając mu resztki medalowych marzeń.
Męska „czwórka” na 1000 metrów (Janusz Ewald, Ryszard Marchlik, Rafał Piszcz, Władysław Zieliński) uplasowali się na 8 pozycji (na 19 osad), a panie: Izabella Antonowicz-Szuszkiewicz i Jadwiga Doering zajęły 9 miejsce w „dwójce” na dystansie 500 metrów (na 11 startujących osad). Natomiast zupełnie nie powiódł się olimpijski debiut 24-letniej Stanisławy Szydłowskiej, która na 500 metrów nie zdołała dostać się do finałowej ósemki.
Dobre wyniki Polaków bez kajakarskiego wkładu
Cóż, mimo iż Letnie Igrzyska Olimpijskie w Tokio oraz Mexico City były dla Polski generalnie niezwykle udane (w 1964 roku – 7 złotych medali, 6 srebrnych medali, 10 brązowych medali – 7 pozycja w klasyfikacji generalnej; w 1968 roku – 5 złotych medali, 2 srebrne medale, 11 brązowych medali – 11 pozycja w klasyfikacji generalnej), to niestety do tego sukcesu w żaden sposób nie przyłożyli się nasi kajakarze. Szkoda. Znów przyszło nam obejść się ze smakiem i oglądać radość innych osad. A sami musieliśmy czekać kilkanaście lat na to, by móc ponownie cieszyć się olimpijskim medalem w kajakarstwie...
Tomasz Merwiński
| Zobacz także |