| Nie masz konta? Zarejestruj się |
Tam, gdzie zimą Polacy ruszają, by poszusować na białym śniegu – w okolicach Białki Tatrzańskiej – powinni wybrać się również kajakarze. Szczególnie miłośnicy bardziej ekstremalnych wyzwań. Na 41-kilometrowej rzece Białce można poczuć się w kajaku jak na istnej płozie narty – sunąć przez białe fałdy i slalomem wymijać przeszkody.
Owe białe fałdy to oczywiście nic innego jak wzburzona woda, a przeszkody to liczne kamienie i głazy wynurzające swe spłaszczone grzbiety ponad taflę rwącej rzeki. Ale czy mogą one stanąć na przeszkodzie miłośnika przeżyć pełnych emocji i adrenaliny? Wręcz przeciwnie - skuszą go jeszcze bardziej.
Jeśli całość okryjemy płachtą niesamowitych tatrzańskich krajobrazów, wówczas może się okazać, że Białka jest idealnym miejscem do spełnienia się zapalonego kajakarza górskiego. A dzikość Białki możemy poczuć tym mocniej, jeśli wczujemy się w jej „westernowy” potencjał, czyli w traperskie dzikie górzyste krajobrazy pełne niedźwiedzi, wilków i jeleni. Nic, tylko wsiąść w indiańskie canoe...
W Sudetach...
Przesuwając opuszek palca po mapie od Rys ku zachodowi, opuszczając Tatry a wdzierając się na tereny gór zwanych Sudetami, możemy natknąć się na kolejny polski raj dla górskich wodniaków.
Tym razem rzeka będzie 8 kilometrów krótsza, lecz nie mniej ciekawa. Mowa o rzece Kamiennej, która rozpoczynając swój bieg u zboczy Mumlawskiego wierchu, przecinając swym skromnym korytem stare pasmo górskie, ląduje ostatecznie w Bobrze. A co się dzieje po drodze – o to nie powinna już nikogo boleć głowa.
...i w Bieszczadach
Choć Bieszczady są łagodniejsze i niższe od wzniesień, które charakteryzują Sudety i Tatry, to zarazem to właśnie one stanowiły idealne tło dla polskiego westernu pt. „Wilcze echa” (w reżyserii Aleksandra Ścibora-Rylskiego) i to właśnie na ich terenie można poczuć indiańską dzikość pływania canoe. Góry te otwierają przed kajakarzami swe objęcia, ofiarując im spienione wody Solinki.
Spływając ze źródeł ulokowanych na wysokości 1.000 metrów n.p.m. i jak wąż wijąc się pomiędzy lasami i wzniesieniami bieszczadzkich dzikich ostępów, po 45-pięciu kilometrach wpada ona do Sanu. To wystarczająco dużo by zadowolić niewybrednych adeptów tego ekstremalnego sportu.
A może na własnym podwórku?
Kajakarstwo górskie bez wątpienia wymaga specyficznych warunków do treningu, choć oczywiście możemy obejść się i bez samych gór. Aczkolwiek w domu odpowiednich warunków sobie nie wytworzymy... jednak już w profesjonalnym klubie, czemu nie. Szczególnie, jeśli taki klub ma dostęp do odpowiednich sztucznych torów kajakarskich. A te ostatnie znajdziemy w Krakowie (w kierunku Tyńca znajduje się tor o najwyższych, światowych standardach), w Drzewicy między Piotrkowem Trybunalskim a Radomiem, a wreszcie i w Zabrzeżu, w pół drogi między Nowym Sączem a Nowym Targiem w Małopolsce.
Na dobrą sprawę, czasem wystarczy się tylko odrobinę rozejrzeć, by odnaleźć odpowiednie miejsce na rozpoczęcie przygody z kajakiem górskim.
| Zobacz także |